Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili...
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Z ostatniej chwili...
SklepHONDA.pl wspiera nasze kotki!

Miło nam poinformować o inicjatywie sklepu www.sklephonda.pl

Każde 1000 zł netto wydane w  sklepie to 10zł na dożywianie zwierząt. W ten sposób Klienci sklepu pomogą kupić jedzenie, żwirek oraz inne niezbędne potrzebującym zwierzakom rzeczy!

Zmieniony ( 13.02.2013. )
 
AKCJA STERYLIZACJA - zniżki w lecznicach partnerskich kotkowo.pl

O co chodzi?

Mamy przyjemność poinformować o rozpoczęciu wielkiej Akcji sterylizacyjnej kotów i kotek.

Akcja ta prowadzona jest przez Fundację Kotkowo w wybranych lecznicach partnerskich kotkowo.pl.

Już od połowy lutego do końca marca możesz wykonać zabieg sterylizacji kotki lub kocurka po wyjątkowo niskiej cenie:

  • sterylizacja kotki: 90 zł (oszczędzasz 50-80 zł)
  • sterylizacja kocurka: 50 zł (oszczędzasz 20-40 zł)

Dlaczego warto?

Skorzystaj, bo sterylizacja lub kastracja to szansa na dłuższe i szczęśliwsze życie twojego czworonożnego przyjaciela.

Wiele osób obawia się tego zabiegu, odkładając „na potem”. Tymczasem jest on o wiele mniej inwazyjny i bezpieczniejszy niż kilka lat temu, a może uratować pupilowi życie (minimalizacja ryzyka nowotworu sutka, ropomacicza, zarażenia się białaczką i kocim HIV).

Ponad połowa wszystkich urodzonych każdego roku psów i kotów ginie tragicznie albo umiera, ponieważ nie starcza dla nich ludzkich domów. Sterylizacja jest jedynym sposobem rozwiązania problemu nadpopulacji bezdomnych zwierząt oraz wielu problemów ze zwierzętami domowymi.

Jak skorzystać z akcji sterylizacyjnej?

1. Zarejestruj się telefonicznie w jednej z lecznic, które świadczą usługi w ramach Akcji sterylizacyjnej, podając hasło "Akcja sterylizacyjna kotkowo.pl"

  • Lecznica Zwierzak, Piastowska 11a, tel. 85 7412 394 (UWAGA! w lecznicy Zwierzak akcja zaczyna się 1 marca i trwa do końca kwietnia - obejmuje wyłącznie sterylizację kotek - cena 100 zł)
  • Med-Vet, ul. Berlinga 17A, tel. 85 6530 145
  • Pluszak Gabinet Weterynaryjny - lek. wet. Renata Anna Borysewicz, ul.Witosa 34, tel. 691-508-068
  • Klinika dla Zwierząt Białostoczek, ul. Białostoczek 13A,   tel. 85-65-15-014
  • Przychodnia Małych Zwierząt, ul. Wesoła 18, tel. 85 7423 800
  • Centrum Zdrowia Pupila, ul. Wiatrakowa 4/1, tel. 695 55 65 95
  • Sano, ul. Kolejowa 19, 85-651-74-79
  • Pupil, ul. Armii Ludowej 1A, 608 304 278
  • Animed Gabinet Weterynaryjny, ul. Armii Krajowej 23 lok.1, tel. 608-24-29-20
  • Gabinet Weterynaryjny M. Misiewicz, Sienkiewicza 114, tel. 798 491 371
  • Lecznica Zwycięstwa 26 b, tel. 693 230 063
  • Canwet - Lecznica Zwierząt, ul. Zwycięstwa 26b, tel. 85-6511-542
  • Psikot, ul. Chrobrego 10, tel. 85 732 13 33
  • Centrum Weterynaryjne Boliłapka, ul. 27 lipca 1/1, tel. 85-811-08-24 (UWAGA! w lecznicy Boliłapka inne ceny - kotka 100 zł, kocurek 60 zł, akcja zaczyna się 1 marca)
  • Amicus, ul. Antoniuk Fabryczny 55 lok 1, 500368400
    (UWAGA! w lecznicy Amicus  inne ceny - kotka 100 zł, kocurek 60 zł)

2. Przyjdź ze zwierzakiem do lecznicy w umówionym terminie. Lekarz weterynarii, po kontroli stanu zdrowia Twojego pupila, przeprowadzi zabieg i poinformuje o dalszym postępowaniu i opiece nad kotką lub kocurkiem. 

Wciąż się zastanawiasz? Pamiętaj, że:

WYKASTROWANY KOCUR:                                                        

  • żyje dłużej
  • nie ucieka, nie włóczy się, nie wdaje się w bójki  i nie zaraża groźnymi chorobami
  • nie znaczy terenu  swoim zapachem
  • jest łagodniejszy i spokojniejszy

WYSTERYLIZOWANA KOTKA:

  • nie męczy się podczas częstych i długich rui
  • nie miauczy przeraźliwie, nie ucieka z domu  
  • nie rodzi niechcianych kociąt
  • nie przyciąga samców którzy zaznaczyliby okoliczny teren
  • nie zachoruje na groźne dla jej życia choroby (np. ropomacicze)

Kotka nie musi mieć małych – nie jest to kwestia uczuć tylko instynktu, który u kotki pojawia się dopiero po porodzie.
Wszystkim którzy chcą mieć „małe kotki” wydaje się,  że te urodzone w domu i śliczne znajdą dom - zapewne tak, ale sprawi to, że kilka kociaków urodzonych na „wolności” nie znajdzie domów - umrą po cichutku gdzieś w piwnicach.
Zanim pozwolisz swojej kotce urodzić kocięta, prosimy: odwiedź któryś z domów tymczasowych i spójrz w umęczone, smutne oczy kotom, które też kiedyś były słodkimi kulkami. Każdy kolejny kociak świadomie powołany na świat zmniejsza szanse na dom kotów porzuconych i bezdomnych.

Prawdziwi miłośnicy kotów nie przyczyniają się do pomnażania bezdomności.

Zmieniony ( 24.02.2014. )
 
Dzień z życia wolontariusza ;)


Oto zapis całkiem autentycznego dnia z życia naszego dzielnego wolontariusza ;)

 (Letniego dnia, żeby nieco się ogrzać zimową porą…)

       4.30 Jakiś niedopity głup wyje pod oknem - nic tylko kamieniem rzucić w ten durny łeb. I jeszcze słyszę, że pada. Przewracam się na drugi bok, ale nie, moich kotów nie da się oszukać. Póki leżę nieruchomo, to spokój, jak tylko się poruszę, to już koniec spania, bo stado zaczyna po mnie przebiegać, pomiaukiwać, nerwowo zaglądać, a jak głowę schowam pod koc, to i tak mnie wykopią. Więc wstaję. W asyście 3 kotów wędruję do łazienki.
Miski, weź miski, mówią wymowne spojrzenia…
Plecak na plecy wychodzę. Spotykam sprzątaczkę:
"O, pani codziennie na jogging i tak się pani chce w ten deszcz".
Nie wyprowadzam kobiety z błędu, nich sobie myśli, że tak dbam o kondychę;)
Pędzę na Jurowiecką. Ślisko, mokro, żeby się tylko nie zwalić do rzeki. Puszki, butelki.. Właściwie MPO powinno mi za sprzątanie terenów publicznych płacić, ale publiczny to tu tylko szalet bywa, dziś na szczęście nie. Moje dwie czarnuchy pojawiają się jak duchy. Nera, pucha, trochę chrupek. Nie ma szylkretki, znowu się gdzieś szwenda, a później wróci wygłodzona i będzie jadła za czterech. Nie ma też zaprzyjaźnionego szczura, jak był chory, to się stołował, jak wyzdrowiał, to sobie poszedł. Nagle dziewczyny zaczynają warczeć, no tak, to nowy stołownik się czai. Zza rury wystaje wielki rudy łeb. Jak czarnuszki się najedzą, to Garfield wyczyści wszystko do ostatniej chrupki.

Pędzę dalej. Mimo parasolki, już plecy mam mokre. Zresztą tu i tak ją muszę złożyć. Po mokrym zielsku nogi zsuwają się niebezpiecznie szybko, brakuje jakiegoś zaczepienia, a woda taka wysoka w rzece. Kiciam, czarna mamusia już czeka. Jest głodna, zjada dużą porcję. W rurze czekają kocięta. Jak przestanie padać, to je nakarmi, bo razem z nimi do rury się nie zmieści. Z duszą na ramieniu, bo nogi uparcie zjeżdżają do rzeki, przytrzymując się zielska wychodzę na alejkę, na wprost faceta z psem. Patrzy na mnie z takim obrzydzeniem, ale co się dziwić, spodnie i buty w błocie, ręce brudne, czarny kaptur nasunięty aż na nos, a poza tym, kto normalny wyłazi spod mostu po 5 rano w deszczowy dzień?

Teraz do domku, ciuchy do prania i kawka, kawka, kawka, oczywiście przy komputerze.
Znowu zaczyna mocniej padać, a przecież jesteśmy umówione z Dorotą na łapanie ostatniego kociaka na Białostoczku. Mamusia, piękna szylkrecia, już wysterylizowana. Trójka zasmarkanego i zaropiałego rodzeństwa (szylkretka i dwa czarnuchy) spacyfikowana dobrzeje w lecznicy. Został ostani kociak, też czarny. Oczy straszne, spojówki na wierzchu, trzeba szybko leczyć, bo straci wzrok. Ale kociaka nie ma. Łazimy w krzaczorach pod balkonami i nic. Dobrze, że pada, to przynajmniej nikt z obserwatorów nam nie doradza, co mamy robić. Umawiamy się ponownie na wieczór.
Wracam do domku. Moje stado ucieszone, może będą karmić, a tu nic, dieta cud ;)
Dzwoni telefon:
 Kotka chodzi pod blokiem i rozsiewa zarazki
Chora?
Nie, wygląda na zdrową, ale i tak roznosi zarazki, musicie ją zabrać, przecież wam za to płacą!!

Znowu mocniej pada. Może jeszcze jedna kawka? Trzeba poprasować, ale nie, chyba się nie chce. I projekcik czeka, a tym to już trzeba się zająć, bo kaska potrzebna i samochód woła "pić".
Dzwoni telefon: Babka karmi stado kotów, straciła pracę, żyją z renty brata. No dobrze, to kiedy? Jutro ja nie mogę, pojutrze nie pasuje, to co, dziś?
Zagęszczam ruchy, przed wyjazdem muszę skończyć projekt.
Zza chmur wyszło słońce. Robi się gorąco. Stoję w korku, no nie stoję, podjeżdżam po metrze do przodu. A przecież niedługo mają zacząć przerabiać kolejne 2 skrzyżowania, i dobrze, i masakra jednocześnie. Zgarniam Olę, jedziemy, szukamy, stary, obdrapany blok, ale nie ma takiej numeracji, jeden nawrót, drugi, pytam się ludności miejscowej, tak, to za tym nowym przebiciem, taka ślepa uliczka. Objeżdżamy kolejny raz dokoła pół osiedla, bo jednokierunkowymi inaczej się nie da i jest, tylko, że nie szary i obdrapany, a nowa, żółta elewacja błyszczy w słońcu, a babka zapomniała, że blok po remoncie. Idziemy, pod drzewkiem siedzą i piją, pod płotem stoją i piją, tacy młodzi chłopcy, a panie to do kogo? Jeden mi się bardzo przygląda i nagle...chowa piwo za plecy "dzień dobry pani", ani chybi uczeń;)
Znajdujemy karmicielkę, ale nie ona nie da swoich kotów na zmarnowanie !!! nie pozwoli na sterylizację. Ola dzielnie tłumaczy i tłumaczy, baba kiwa głową, nie, nie pani, nic z tego. Ola wyjmuje z reklamówki nerki, no dobrze, ale tylko jedną, Ola wyjmuje puszki, no dobra dwie i koniec gadania. Łapiemy dwie kocice i szybko do samochodu, zanim się baba rozmyśli. Dojeżdżamy do lecznicy.
Dzwoni telefon:
Małego kotka ktoś wyrzucił.
Może go złapie pani, przytrzyma, przyjadę i zabiorę?
Nie ja nie mogę, co mąż by na to powiedział !!
A musi o tym wiedzieć?
No, co pani…
Dzwoni telefon:
Kasiu, może zabierzesz mojego tymczasa na kastrację?
Ok, zabiorę.
Kotki oddane na sterylkę, umowy adopcyjne z lecznicy zabrane, jadę sprawdzić wyrzuconego kociaka.
Nie ma, gdzieś sobie poszedł, jakby pani przyjechała szybciej, to jeszcze by był.
 Człowiek dzwoni, stara się, a ta fundacja do niczego!!

Wracam, telefon dzwoni, nie odbieram. Zabieram kocurka na kastrację. Wychodzę przed lecznicę i spotykam znajomą.
Płacą ci od godziny, czy od sztuki?
 To jest wolontariat, nikt mi nie płaci.
Dobra, dobra, tak za darmo jeździsz i łapiesz, nie chcesz powiedzieć, to nie mów.
Kocurek zrobiony, wracamy. Wracam do domu, koty się cieszą, może będą karmić.
Muszę dokończyć projekt, bo rano się nie udało.
Dzwoni telefon, na szczęście koleżanka :)
Niedługo 19. Spróbujemy ponownie złapać kociaka na Białostoczku. Ale kociaka nie ma. Pertraktujemy z karmicielką, jak go zobaczy, to będzie dzwoniła, może tak się uda. Dostała lekarstwo, żeby podać małemu, trzeba ratować jego oczy.

Jeszcze jestem umówiona z Danusią, chcemy złapać kociaki spod mostu, których mamę karmiłam rano. Transporter, podbierak, pachnące jedzonko. Kotulka jest oswojona, podchodzi, podstawia łepek do głaskania. Siedzę metr od rzeki, na kamiennej płycie, nogi drętwieją oparte o kępę trawy, trzymam podbierak, może do jedzonka wyjdą maluchy i uda się je złapać. Jeden wyłazi, chowa się, wyłazi ponownie, drugi wyłazi, zaraz, zaraz, szczeka pies i oba uciekają. Kotunia ufna, aż strach, że żyje na podwórku, a widzi tylko na jedno oczko.
Siedzę cicho, kociaki znowu wychodzą, jeden jest w podbieraku, ale drugi się boi. Powoli wystawia łepek, jedna łapka, druga, po moście z rykiem rakiety przjeżdża motocykl i coś strzela w gaźniku, kotulki znikają w rurze.
Już jest zupełnie ciemno. Przychodzi czarny kocur, pewnie tata kociąt. Kotka wydaje pomruk i kociaki już z rury nie wychodzą. Dziś już nie uda się ich złapać, umawiamy się na jutro. Wracam do domu, koty się cieszą, może będą karmić.
Przed snem jednym okiem sprawdzam pogodę, znowu ma padać. Koty układają się do snu. Czuję na stopach Czarkę, mruczy jak traktor, Smuś leży pod kolanami i delikatnie przebiera łapkami, Chineczka ułożyła się na fotelu. Kibice Jagiellonii jeszcze balują. Deszcz pada i rozmywa ziemię nad Białką. Zasypiam…

Pomimo iż chcielibyśmy żeby część z tych wydarzeń była fikcją literacką – niestety tak nie jest.
Mam nadzieję, że skłoni do zastanowienia tych wszystkich, którzy kategorycznie ŻYCZĄ SOBIE żeby
„zabrać NATYCHMIAST tego kota (koty) bo przecież za to WAM PŁACĄ!!!”
Pragnę poinformować, że wolontariusze z tytułu wykonywanych zadań nie pobierają wynagrodzenia, co więcej – paliwo i telefony pokrywają z własnej kieszeni. Pracują, mają własne rodziny i problemy (mężów, dzieci, zwierzaki, alergie i inne kataklizmy)
Walczą z kocim nieszczęściem często kosztem życia prywatnego.

Dlatego już teraz, przed rozpoczęciem „sezonu”  prosimy o wyrozumiałość i zastanowienie
Co ja mógłbym zrobić, żeby koci świat był lepszy?
Może gdzieś po okolicy krążą kocice które za 2-3 miesiące urodzą niechciane kocięta?
Może w swoim domu/piwnicy mam miejsce dla jakiejś kociej biedy?
Może…

 

 

Zmieniony ( 23.01.2013. )
 
Kocia Samosia - odmieniona ;)

8 stycznia o 8 rano Kocia Samosia oczekiwała cierpliwie przed lecznicą. (Skąd wiedziała, że to lecznica i że jest czynna od 8? czyżby koci n-ty zmysł?)

Jako że jest kotem bardzo samodzielnym - dzielnie wkroczyła do środka i usiadła w poczekalni. Namiauczała na miłą panią która przyszła ze swoim kotkiem i uświadomiła jej, że była tu PIERWSZA.
Na zawołanie pani doktor udała się do gabinetu i pokazała, że boli ją łapka...
Samodzielność samodzielnością jednak pani doktor nie wierzyła że kota sama pojedzie na zdjęcie RTG więc ją zawiozła ;) Po powrocie Kocia Samosia udała się na zaplecze i wybrała sobie przytulny koszyczek do spania...

Kocia Samosia jest piękną kotką szylkretką. Zapewne ktoś podrzucił ją pod lecznicę - choć koteczka naprawdę grzecznie pod nią czekała.

Zdjęcie RTG wykazało, że koteczka ma pękniętą miednicę. Przez około 4-6 tygodni będzie musiała mieć ograniczony ruch.

08 lutego - po miesiącu rekonwalescencji, dobrego jedzonka i dużej porcji czułości Kocia Samosia zmieniła się nie do poznania. Tj jest elegancką, pewną siebie młodą damą która powoli zaczyna rozglądać się za najlepszym na świecie domem. (powoli, bo jeszcze przez ok 2 tyg nie powinna brykać) A że jest kotką samodzielną bierze sprawy w swoje łapki i mówi do wszystkich podczytywaczy - mraaau - może to ja jestem TWOIM KOTEM???

 

12 marca Kocia Samosia przeprowadziła się do nowego domu ;)

Zmieniony ( 14.03.2013. )
 
21 grudnia świat się jednak skończy...cd?

Cześć, nazywam się Maciuś. Mam 3 lata, jestem szarym pręguskiem i najbardziej na świecie lubię się przytulać…Mógłbym długo opowiadać o moich kolegach i koleżankach – jest nas dużo.  Czasem brakuje nam jedzenia, jest bardzo brudno. Jak to w życiu raz jest lepiej raz gorzej….
Ale dziś chcę wam powiedzieć, że bardzo się boję. Tak bardzo jak tylko można się bać kiedy zbliża się coś nieubłaganego a może oznaczać koniec wszystkiego. Boję się ja i wszyscy w domu.
Jakiś czas temu przyszli ONI. Powiedzieli naszej pani, że w domu jest brudno. Że będzie się musiała wyprowadzić. Nasza Pani jest kochana. Tuli nas i całuje. I płacze. Bo nie wie co z nami będzie.
Za kilka dni przyjdzie KTOŚ i zabierze nam wszystko, nawet namiastkę domu jaki mamy. Nie ma miejsca w którym moglibyśmy zamieszkać. Pani rozpacza, że trafimy na ulicę.
 Tak bardzo lubię ciepło, nawet nie lubię siedzieć na oknie. Jak będę mieszkał na śniegu? Przecież mi łapki odmarzną? Kto będzie nas karmił?


21 grudnia  na bruk mogą trafić 24 koty i 2 psy. Obecnie mieszkają w tragicznych warunkach – na niecałych 40m2 w okropnym brudzie. Ich opiekunka to osoba  nieporadna życiowo kocha je jednak z całych sił i stara się w miarę swoich możliwości zapewnić im byt. Pochyla się nad każdym i serce jej pęka na myśl o tym co je czeka. Zadłużenie sprawiło, że ma wyprowadzić się do miejsca w którym nie może trzymać zwierząt.
Zapewne pojawią się głosy – trzeba było poinformować wcześniej. Lub „powinny się tym zająć odpowiednie służby”. Pani Ewa jednak to osoba niepełnosprawna, miała nadzieję, że eksmisja nie dojdzie do skutku, że sprawa „rozejdzie się po kościach”. Po pomoc zgłosiła się dopiero w ostatnim tygodniu. Co do służb natomiast – w mieście nie ma schroniska dla kotów. A co do piesków – jaki będzie ich los w schronisku? Kochanych dotąd, pieszczonych, wychowanych od maleńkości w domu? Czy ich serduszka wytrzymają więzienie w zimnej klatce na podwórku?
W gorączce przedświątecznych przygotowań zapewne mają niewielkie szanse na odrobinę ludzkiej uwagi. Dla nich jednak za kilka dni skończy się świat…

Koty z Chełmońskiego vel Chełmiki podobnie jak wcześniej Żółwiki, proszą o ludzi którzy je przygarną i pokażą jak powinno wyglądać dobre kocie życie.
Z racji na warunki w jakich się wychowały mogą mieć problem z kuwetą ( w warunkach lecznicowych nie mają, ale dmuchamy na zimne;) dlatego szukają nie tylko domów – również gospodarstw wiejskich, stajni, obór gdzie w zamian za pełną miskę będą mogły ‘pracować’ i chronić swoich wybawców przed gryzoniami. 

23 grudnia

Dzięki zaangażowaniu sąsiadki i wolontariuszki Kasi eksmisja została na kilka dni przesunięta.  Aż trudni uwierzyć, że ludzie i zwierzaki żyją w takich warunkach :(

Do akcji wkroczyły dzielne dziewczyny nie załamujące rąk w obliczu kociej (i ludzkiej) niedoli.

Jedna z nich spędziła 2 dni na robieniu zdjęć i dokumentowaniu każdego zwierza.

3 pierwsze koty zamieszkały w lecznicy Pluszak. Zostały przebadane, narazie są w szoku jak czysto może być dookoła :)

04 stycznia

w lecznicy Pluszak zamieszkał Burasek 

Burasek – jaki tam burasek...
Ja sobie wypraszam... jaki Burasek... Jestem młody (ok.1roku), ładny, zgrabny i ogromnie czarujący i wcale nie jestem buraskiem. Mam białe futerko na brzuszku, łapkach i pysiu, a reszta mojego ubranka jest w różnych kolorach szarości a to wcale nie oznacza, że jestem bury...

Burasek był jednak na tyle tulaszczy że pani doktor nie mogła zająć się niczym innym poza mizianiem kota. W związku z tym Burasek przeprowadził się chwilowo do p. Jagody gdzie oczekuje na kogoś kto ma duuuuużo czasu na drapanie za kocim uszkiem :)

Tel. 506 137 081 Jagoda

 

Kotoluby z forum.miau.pl natomiast zabrały się za robienie ogłoszeń - kotki baaardzo dziękują.

A oto cały pakiet (tkwi w nich potencjał, niech no się tylko... doczyszczą ;)

Kontakt ws adopcji: 500 308 722

Dom znalazły - Edzia, CzarusiaI i Śnieżynka,  Cwaniak i Lusia, Murka - Chmurka ;) 17 lutego  Chytrusia,  Bunia, Jerry i Burasek.

Kotki Madzia  oraz pieski zamieszkały w domach tymczasowych.

 

Siwek – biało-szary miziak
Siwek to czteroletni kocurek o biało-szarym futerku i różowym nosku w szare plamki. Kotek jest łagodny, spokojny i doskonale odnajduje się w domowych pieleszach. Potrafi żyć w zgodzie z innymi kotami a młodzieńcze wygłupy ma za sobą. Siwek szuka dla siebie cichego i spokojnego domu, który zechce pozyskać przyjaciela na całe życie.
Rumcajs – bajka o rozbójniku Rumcajsie
Jaki ja tam zbójnik, czy rozbójnik... zwykły kot jestem. I do tego grzeczny i młody i dobrze wychowany, jak na kota przystało. A to imię to jakaś pomyłka chyba. W każdym razie chciałbym znaleźć dla siebie jakiś fajny domek, który będzie mnie kochał i rozpieszczał i zaopiekuje się mną na zawsze.
PrączkaI i  królewskie korzenie???
PrączkaI czyż to nie brzmi podobnie jak Elżbieta I ? Nie??? No cóż, ja tam swoje wiem. W moich żyłach płynie błękitna krew. Cooo... mówicie, że zwykłe buraski! O, przepraszamy, wcale nie takie zwykłe. Mam doskonałe maniery, odebrałam staranne wychowanie i potrafię rozmawiać w kocim języku w trzech dialektach. Jestem młoda (1,5 roku) i chętnie zaszczycę swoją dystynkcją szacowny dom;)

Prączek – głowa rodu Prączków
Stateczny trzyletni ojciec dwóch córek z królewskiej dynastii Prączków, która wygaśnie, gdyż cały ród poddany został kastracji. Jak na głowę rodu przystało, Prączek to 100% kota w kocie. Szlachetne wzory pręgów i okazałe futro to znak dobrego pochodzenia. Kocurek chętnie zamieszka na stałe w przytulnej rezydencji, która podejmie u siebie tak znamienitego gościa.
Pirat – jednooki miziak
Pirat to czarno-biały, dwuletni kocurek. Kotek nie ma jednego oczka (skutek powikłań po kocim katarze), ale nie przeszkadza mu to zupełnie w codziennym życiu. Pirat doskonale radzi sobie w domu i uwielbia przebywać w towarzystwie człowieka. Czeka na odpowiedzialny domek, który popatrzy na niego sercem.
Pieszczoch – prawie czarny... prawie robi różnicę
Prawie czarny Pieszczoch, ale w tym wypadku prawie robi ogromną różnicę, bo Pieszczoch posiada dyskretny biały krawacik pod szyją. Kocurek ma około dwóch lat, jest bardzo grzeczny i trochę nieśmiały, ale ośmielony okazuje się towarzyskim kotem spragnionym czułości i głaskania. Potrzebuje cierpliwego domu, który pokocha to czarne futerko.
Pierścionek – skąd to imię?
Pierścionek – imię nie wzięło się z przypadku, tylko z delikatnej białej obrączki na końcu szarego ogonka. Ale kicio nie mógł nazywać się Obrączek, więc został Pierścionkiem. Pierścionek to młody dwuletni kocurek o białym futerku i szarych plamkach na grzbiecie i łebku. Kotek czeka na spokojny i wyrozumiały dom, który pokocha jego przymilne spojrzenie.
Magda vel Krycha– małe jest piękne, ale duże piękniejsze
Magda to czteroletnia, przepiękna duża kocica. Ogrom łagodności i spokoju kryje się pod białym puszystym futerkiem z czarnymi wstawkami. Siła spokoju jest jej jedną z wielu zalet, które chętnie okaże odpowiedzialnym opiekunom. Czy znajdzie się dla niej dom?
Dżerry – Dżerry przez dwa „r”
Mam na imie Dżerry (przez dwa „r”) i jestem niezwykle uroczy. Jestem młody (1 rok), zdrowy, zwinny, skoczny i skory do zabaw. Umiem żyć w zgodzie z innymi kotami i właściwie z psami też. No i szukam tego upragnionego domku, który nie oprze się mojemu zalotnemu spojrzeniu. Przygarniesz mnie?
Bella – Bellissima
Bella, Bellissima to po włosku oznacza „piękna”. I taka jest jest właśnie Bella. Młoda (2 lata), piękna i pełna gracji. Bella ma białe futerko, szarą czapeczkę, szary ogonek i potrafi urzekać przeciągłym spojrzeniem swoich kocich oczu. Ta piękność szuka dla siebie spokojnego domu, któremu pozwoli się oczarować.
Bury – 100% kot...hmmm...Pan Kot
Pan Kot jest dostojny, zrównoważony i elokwentny w swej kociej retoryce. Bury ma 2 lata, białe długie wąsy, różowy nosek, bystre spojrzenie i jest bardzo czujny. Kotek czeka na dom, który doceni jego wyjątkowość i zapewni swoje towarzystwo, w zamian zaś otrzyma towarzysza na całe życie.
Bunia – szlachetność grafitu
Bunia to kocia młoda dama (ok.1,5 roku) ubrana w szlachetne grafitowe futerko z niewielka białą wstawką pod szyją. Koteczka jest cudownym pieszczochem. Głaskanie i uwaga człowieka to dla niej najważniejsze. Przymila się wtedy jeszcze bardziej.

 

Zmieniony ( 26.04.2013. )
 
Zapraszamy do udziału w konkursie plastycznym

 Konkus
S.O.S dla bezdomnych kotów!”
pod hasłem „Przygarnij kota… śmiało!”

Zapraszamy do udziału w II edycji konkursu plastyczno – fotograficznego „S.O.S dla bezdomnych kotów!” ph. „Przygarnij kota…śmiało!” Termin składania prac to 25 stycznia 2013 r.

Organizatorami konkursu są Młodzieżowy Dom Kultury w Białymstoku oraz Fundacja Kotkowo.

Celem konkursu jest wyczulenie dzieci, młodzieży oraz instruktorów na problem bezdomności zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem kotów. . Prace plastyczne i fotograficzne zgłaszane do konkursów powinny ilustrować wiersz pani Iwony Wideryńskiej „Przygarnij kota”.

Iwona Wideryńska

PRZYGARNIJ KOTA

Daj wielką szansę kotom
Właśnie teraz i tu,
One są przecież po to
By mruczeć ci do snu,

By cię pocieszyć, gdy
Miejsca nie możesz znaleźć,
Gdy przyjdą smutne dni,
Męczą tęsknoty, żale,

Kot spojrzy w oczy twe,
W których nadzieja gaśnie
I minie to, co złe
W sercu zrobi się jaśniej,
Gdy lepiej koty poznajesz
Żyjesz z nimi w przyjaźni,
Różne kocie zwyczaje
Nagle przestają drażnić,

A gdy okażesz sympatię
Chociaż jednemu kotu,
Na całe lata wpadniesz
Jak śliwka do kompotu...

I będziesz chciał duszą całą
By tak na zawsze zostało...
Przygarnij kota... śmiało!

 

Zmieniony ( 05.01.2013. )
 
Jestem małym brzydalem? ;)

Hej, jestem małym kotkiem. Kocham się przytulać, tulić,mruczeć,teptać i ...jeść. Czyli chyba normalnie?
Sęk w tym, że kiedy pani doktor zobaczyła mnie po raz pierwszy miałem cały nos w paćce dla świń - dobrze że ja i moje siostry mogłyśmy choć trochę napełnić tym puste brzuszki. Pani doktor była też bardzo zatroskana tym, że jestem od nich dużo mniejszy (od sióst, nie od świnek oczywiście)
No i ponoć jestem inny...
Ale znajdzie się ktoś kto mnie pokocha, prawda?

Mały Zgredek no cóż, z pewnością nie jest najpiękniejszym kotkiem świata. Przyjechał do nas z 3 rodzeństwa - ostatnią serią Pluszaków. Jest jednak inny - jest niezwykły. Kocurek Tricolor to rzadkość - coś jak biały krecik, kruk itd. Po prostu geny nie pozwalają na takie ubarwienie kocurków. Prawdopodobnie na skutek krzyżowania w obrębie rodziny badź też innych czynników doszło do takiego (uroczego) wybryku natury. Kotek nie został oddany w tym samym czasie co rodzeństwo - pani doktor chciała go poobserwować. Kotek został przebadany i na obecną chwilę nic mu nie dolega.

A oto Zgredek:

4 stycznia Zgredek znalazł dom.

Zmieniony ( 05.01.2013. )
 
Co można znaleźć na klatce...

Otóż na klatce (schodowej) można znaleźć zapewne wiele. Można na przykład całkiem sprawny transporter z ....zawartością.

03 stycznia późnym wieczorem do jednej z naszych wolontariuszek zadzwoniła pani z ul. Upalnej z informacją:

w wiatrołapie klatki schodowej od kilku godzin stoi plastikowa klatka z kotem. Kot płacze i ....śmierdzi. Straż Miejska odmówiła pomocy a pani nie może kotu pomóc.

Po znalezieniu osoby która jeszcze nie spała udało się ją wysłać na miejsce - okazało się, że ktoś porzucił kota, przemiłego młodego biało-buraska. Kotek sympatyczny, kontaktowy choć przerażony i upaprany - w końcu kuwety mu do transportera nikt nie wstawił. Pozostawiono kartkę - "kotek jest grzeczny"i zamkniętą puszkę jedzenia....

Kotek przenocował u wolontariuszki Ewy a rano wolontariuszka Kasia odwiozła go do zaprzyjaźnionej lecznicy Medvet na ul. Berlinga. Kotek będzie przez kilka dni obserwowany (nie było mrozu, ale w wiatrołapie było dość zimno).

Będzie czekał na kochający dom...

 

Zmieniony ( 05.01.2013. )
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»