Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili...
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Z ostatniej chwili...
Wystawa kotów rasowych 2012
Dziękujemy wszystkim przyjaciołom Kotkowa za niezwodną obecność podczas kolejnej wystawy kotów rasowych w Białymstoku! Miło było Was zobaczyć :)
Zmieniony ( 30.12.2012. )
 
10 zł dla Kotkowa - badanie e-handlu i e-usług

Drodzy przyjaciele Kotkowa! Jeżeli Ty lub Twój znajomy prowadzi sklep internetowy lub działa w branży e-usług w województwie podlaskim zapraszamy do udziału w badaniu tego sektora prowadzonym przez WUP oraz Instytut VIVADE.

Każda ankieta to 10 zł na leczenie kotków będących pod opieką Fundacji (ankieta musi być w pełni uzupełniona)! W polu "oznaczenie ankietera" prosimy wpisać "kotkowo.pl".

Bezpośredni link do badania: http://www.netpytanie.pl/index.php?sid=61727

Wypełnienie ankiety zajmuje ok. 15 minut.

Więcej informacji udziela: dr Jarosław Kilon / IBiA VIVADE / kotkowo.pl / tel. 602 327 144

Zmieniony ( 09.10.2012. )
 
Zgubiłeś zwierzaka - zajrzyj

Powstał nowatorski portal - przydatny wszystkim, którzy zagubili swojego zwierzaka

http://zaginiony-znaleziony.pl

Zmieniony ( 25.09.2012. )
 
Kruszynka Milka odeszła [*]

Kolejna maleńka bidka - ofiara ludzkiej bezmyślności. Trzy ledwie żywe kociaki zostały znalezione kilka dni temu w okolicach Białegostoku. Schemat podobny - ktoś pozwolił by kotka miała małe. A potem okazał się być "szlachetny" - nie zakopał, nie utopił, nie uśpił. Ale uznał, ze 3 tygodniowe kocięta poradzą sobie samodzielnie i zostawił w szczerym polu. Gdyby nie pani Marta kotki czekałaby śmierć z głodu i pragnienia.
Jeden braciszek małej Milki nie przeżył. Ona sama może stracić oczko - do osłabionej kruszynki przyplatał się wirus. Nie wiadomo jak skończy się ta historia - malutka potrzebuje wielu ciepłych myśli. A wkrótce domu który pokochą ją z oczkiem lub bez :(

22 sierpnia Kruszynka Milka odeszła [*] - jej organizm nie poradził sobie z chorobą ...

Zmieniony ( 22.08.2012. )
 
Człowiek brzmi dumnie???

Trudno wierzyć w dobro człowieka oglądając krzywdę takiego maleństwa...

Malwinka została znaleziona dwa dni temu w przydrożnym rowie. Obolała, przerażona tuliła się kurczowo do ciałka martwego braciszka. Nie wiemy co się stało – obrażenia nie wskazują na wypadek komunikacyjny ani na poturbowanie przez psa. Wszystko wskazuje na to że jakiś „człowiek” pastwił się nad maleńkimi, bezbronnymi kociętami.

Malwinka miała poharataną żuchwę i łapkę wyrwaną ze stawu, porwane mięśnie. Przeszła dwie skomplikowane operacje – zdrutowano żuchwę i amputowano łapkę. Nie wiadomo czy przeżyje – dla maleńkiego organizmu to wielkie wyzwanie. Czepia się jednak życia wszystkimi pozostałymi pazurkami.
Potrzebuje wiele ciepłych myśli. I domu – który nie będzie zważał na jej ułomność. Domu, który przekona to maleństwo, że nie każdy człowiek jest potworem.
Zbieramy też pieniążki na pokrycie kosztów operacji.

28 lipca - Malwinka przeżyła. Jest wielce radosnym kotkiem - wspina się zapamiętale na wszystko - brak łapki zupełnie jej nie przeszkadza w życiu. Za tydzień będzie miała wyjęte druty z pyszczka :)

 

Mamy happy end - Malwinka ma dom !!

Zmieniony ( 29.07.2017. )
 
Troski mamy Sztachetki - dzieci znalazły domy, mama też :)

Jestem mamą. Kocią mamą. Kocham swoje dzieci  i jak każda mama chcę, żeby były szczęśliwe. Szczęśliwsze niż ja.
Urodziłam się w dużej kociej rodzinie. Niby mieliśmy „swoich” ludzi ale  tak naprawdę nikt się nami nie interesował. Mama mówiła mi, że czasami tak jest lepiej. Potem przekonałam się, że miała rację. Bawiłam się z rodzeństwem, jadłam co udało mi się porwać ze wspólnej miski. Kiedy zachorowałam nikt się mną nie zajmował – tylko mama lizała moje oczy. Teraz wiem, że robiła co mogła – ale ja i tak przestałam widzieć na jedno oczko. Kiedy dorosłam tylko raz ktoś zwrócił na mnie uwagę – powiedzieli, że robię się podejrzanie gruba i dość mają kotów do wykarmienia. Spakowali mnie do worka i  zawieźli nad rzekę.
To było przerażające. Tak przerażające że ja – pomimo iż nie lubię gryźć i drapać użyłam zębów i pazurów. Miotałam się w panice. Usłyszałam tylko z daleka głosy „co robicie, zostawcie to” i  za chwilę ktoś otworzył worek. Nie oglądałam się za siebie – uciekałam ile sił w łapkach. Kiedy nie miałam już siły długo szłam wzdłuż rzeki. Nie wiedziałam co mogę teraz zrobić – nie umiałabym wrócić zresztą za bardzo się bałam. Znalazłam sobie miejsce – najspokojniejsze jakie  mogłam – pod dużym mostem. Tam urodziły się moje dzieci. Pięć słodkich czarnych kuleczek. Bardzo o nie dbałam- myłam ich maleńkie ciałka, wydeptałam gniazdo w trawie. Potem przeniosłam do nieczynnej rury.  Pomimo iż sama byłam głodna –zawsze starałam się coś im przynieść. Jednak dzieciaki rosły, było mi z nimi coraz trudniej . Chciały się bawić, wychodzić. Były takie radosne, małe czarne iskierki. Były też niestety nieuważne. Wiedziałam, że miejsce, w którym mieszkamy nie jest dobre – w rurze nad samą rzeką…nie dano mi jednak wyboru…
Tego strasznego dnia bawiły się jak zwykle. W nocy padało i wody było bardzo dużo. Najmniejszy poślizgnął się i wpadł do rzeki. Krzyczał przerażony, machał  łapkami. Rzuciłam się za nim, płynęłam. Zniknął pod wodą. To było straszne…Do tej pory mam przed oczami jego strach i małe ciałko odpływające z nurtem….
Kocia rodzina zamieszkiwała rurę przy rondzie ul. Pałacowej i Branickiego. Cudem udało się uratować czwórkę pozostałych maluchów i zabrać kocią mamę. (wielkie podziękowania pani Bogusi i Jagodzie które z wielkim poświęceniem łapały kociaki na stromym brzegu)
Pani która zajęła się rodziną patrząc na kotkę powiedziała – „Boże, jaka ona chuda, jak sztachetka”! Tak więc kocia mama została „ochrzczona” Sztachetką. Obecnie może w spokoju zajmować się swoimi dziećmi – ocalałą czwórką słodkich „Sztachetek”.  Jest uroczą, pogodną koteczką która początkowo dziwiła się, że człowiek może służyć do głaskania. Kiedy to zrozumiała cały czas podstawia ufnie łepek, prosi o pieszczoty i o … miłość.
Nie jest niestety puszystą kulką. Ma też uszkodzone oczko (nie przeszkadza jej to w życiu, to tylko kwestia estetyczna). Czeka więc na kogoś, kto doceni jej miły charakterk, kto wie, że najważniejszy jest nie wygląd kota a jego serduszko.


Do 30 lipca dom znalazły wszystkie dzieci mamy Sztachetki :)

 Mama Sztachetka znalazła dom. Niestety wróciła i nadal szuka swojego domu...

Zmieniony ( 17.10.2012. )
 
Człowiek kotom zgotował ten los - Żółwiki mają domy :)

06 czerwca 2012 Kiedyś mieszkaliśmy na działce. Latem było cudownie – słońce, motylki, muszki. Teraz wydaje mi się, że to był sen. Pani która nas karmiła powiedziała któregoś dnia – idzie jesień – zamieszkajcie u mnie. Myślałem że wygrałem los na loterii – wiele kotów marzy przecież o swoim domu a tu – proszę. Jest!!
Ja i moje 2 koleżanki zamieszkaliśmy w niewielkim pokoju. Dostawaliśmy dobre jedzenie i bardzo się cieszyłem, że mam swoje miejsce na ziemi. Niestety, szybko odkryliśmy, że nie wcale nie będzie tak pięknie jak by się wydawało. Zaczęło się nas robić więcej i więcej. Chodziliśmy ciągle głodni. Było ciasno. I strasznie brudno. Nie umiałem się nawet doliczyć – pani która przychodziła czasem pomóc naliczyła nas 17. 17 kotów na 20m2 !!! Nikt już nie mógł do nas przyjść bo śmierdziało strasznie. Tak lubię czystość i porządek a nie dało się przejść aby łapką w coś nie wdepnąć.
 Żyliśmy tak przez ponad rok – pani mówiła że nas kocha i nie odda nikomu. Włos mi się jeżył na grzbiecie kiedy tego słuchałem. Myślałem, że umrę w tym strasznym miejscu…


Koty z ul. Żółwiej mieszkały w tragicznych warunkach. Brudne, głodne i bardzo nieszczęśliwe. Są kolejnym przykładem tego jak wiele zła może wyrządzić wiara w „prawa natury” i sprzeciw wobec sterylizacji. „Opiekunka” kotów pomimo kilkakrotnych prób pomocy odmawiała  sterylizacji, która wg niej  jest „sprzeczna z naturą” . Zmusiła za to te mądre i czyste zwierzęta do życia w głodzie i własnych odchodach. W imię „miłości” zgotowała im piekło…

30 maja Straż Miejska w towarzystwie inspektora TOZ odebrała opiekunce 13 kotów (2 zostały już wcześniej zabrane przez sąsiadkę, 2 nie dały się spakować) 3 z nich zamieszkały tymczasowo w lecznicy Boliłapka (róg 27 lipca i Wasilkowskiej) pozostałe w lecznicy Canwet (Zwycięstwa 26b)
 Koty powoli dochodzą do siebie – są stopniowo sterylizowane, odrobaczane, szczepione a przede wszystkim – odkarmiane.
Bardzo potrzebują swojego miejsca na ziemi.

 

 Prosimy Was – ludzi o wielkich zwierzolubnych sercach o czujność – przekonywanie swoich znajomych, sąsiadów i przyjaciół że sterylizacja jest najlepszym sposobem zapobiegania takim sytuacjom.


Koty z Żółwiej vel Żółwiki proszą natomiast o ludzi którzy je przygarną i pokażą jak powinno wyglądać dobre kocie życie. Z racji na warunki w jakich się wychowały mogą mieć problem z kuwetą ( w warunkach lecznicowych nie mają,ale dmuchamy na zimne;), dlatego szukają nie tylko domów – również gospodarstw wiejskich, stajni, obór gdzie w zamian za pełną miskę będą mogły ‘pracować’ i chronić swoich wybawców przed gryzoniami.

12 czerwca 2012 - przedstawiamy 3 pierwsze Żółwiki - piękne rudości z lecznicy Boliłapka. Już po "serwisie" - czyściutkie, odrobaczone, zaszczepione  -wyglądają kogoś kto je pokocha...

 

01 lipca - Żółwiki z Boliłapki znalazły swojego Człowieka.

Ponadto do zaprzyjaźnionych gospodarst pojechały jeszcze cztery.

 

Na obecną chwilę w leczincy Canvet przebywa 6 ostatnich Żółwików

 28 lipca - wszystkie Żółwiki znalazły już swoje miejsce :)

 

Zmieniony ( 28.07.2012. )
 
Bardzo bardzo sprytne...

W ciągu ostatnich 2 tygodni na terenie miasta zostały znalezione 4 kartony z kociętami (min. Bamboludki, Okruszki, Pingwinki)
Zdezorientowani i niezbyt szczęśliwi znalazcy  dzwonili,  że maleństwom grozi niebezpieczeństwo.
Większość maluchów udało się uratować. 3 najmniejsze padły na zapalenie płuc – stały w kartonie na podwórku a że zapewne wcześniej mieszkały w domu nie były przyzwyczajone do niskich temperatur...
Zapewne osoby które je wystawiły za próg czuły się dobrymi ludźmi – w końcu nie zabiły.
„Dobrym ludziom” nie starczyło jednak wyobraźni by przewidzieć że jeśli ich kotka nie jest wysterylizowana to może zajść w ciążę. Nie wpadli też na to że jeśli ich kotka się okoci to nie będzie co zrobić z kociętami.
Wpadli natomiast na świetny pomysł – postawić w kartonie, podrzucić komuś. Niech inni się martwią. Bardzo, bardzo sprytne.

Bardzo prosimy wszystkich kotkolubów – zwracajcie uwagę na to czy wasi przyjaciele, sąsiedzi, znajomi mają wysterylizowane zwierzaki. Jeśli nie – zachęcajcie ich do tego ze wszystkich sił. Tylko w ten sposób można tak naprawdę uniknąć kocich i psich tragedii  i definitywnie rozwiązać problem bezdomności.

Maluchy którym udało się przeżyć:

 

 

Zmieniony ( 02.06.2012. )
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»