Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili...
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Z ostatniej chwili...
Misie się znudziły...


Piękny choć chłodny wieczór. Okna rozświetlone setkami lampek, radosne głosy dzieci. Tak, to już wkrótce. W tamtym roku też było pięknie a ja wierzyłem że tak będzie zawsze. Z braciszkiem trafiliśmy do wspaniałego domu, mieliśmy nawet kokardki na szyi. Tuleni, głaskani kochani…
 A potem..ech. Chcieliśmy jeść. Czasem przebiegliśmy po stole. Czy naprawdę „byliśmy niegrzeczni”? nie wiem – chyba raczej byliśmy małymi głuptaskami, wierzącymi że wygraliśmy los na loterii. Kiedy zabrakło dla nas czasu „wypuszczono” nas na działkach. Obce miejsce, obce zapachy, bez jedzenia. Straszny czas. A teraz – znów zima, długa noc bez nadziei na lepsze życie.


Wigilia, ten szczególny dzień w roku, kiedy wszystko jest jasne, spokojne, radosne - dzień, w który wszyscy powinni się cieszyć stał się początkiem końca misiowego świata. Mała puszysta kulka która niestety urosła. A potem mnóstwo spraw i brak czasu żeby zając się kłopotliwym prezentem. Misie, jak tysiące innych kotów skończyły na działach. A one pamiętają. Chcą do domu, na kanapę, do swoich miseczek.
Jeden z Misiów miał szczęście, pojechał już do domu. Drugi – samotny smutasek czeka. Jest młodym Kocurkiem, miłym, pięknym, prawie bengalskim.
Wykastrowany, umie korzystać z kuwety
Najlepiej chyba czułby się w domu wychodzącym
Tel. 506 137 081


Zmieniony ( 30.12.2017. )
 
Jedna kreska = wyrok śmierci
Jestem Lola, który nigdy nie będzie miała domu, swojego posłanka, miseczki, mojego człowieka. Mieszkam w lecznicowej klatce, pogłaskany przez panią doktor lub wolontariuszkę. Patrzę na przychodzących ludzi bez nadziei – mruczę, tulę się a mimo to zawsze wybierają innych.
To takie niesprawiedliwe. Ja nie mam jeszcze roku. Chciałbym biegać, broić, a potem mruczeć na zaprzyjaźnionych kolanach. Tych tylko dla mnie, najukochańszych.  Nie będę ich miał, jeśli nie dostanę szansy. W teście na białaczkę wyszła mi bledziutka kreseczka. Mam w sobie wirusa, który może się nigdy nie uaktywnić. Ale może też sprawić, że zacznę chorować. Jeśli nie będę miała domu – umrę w ciągu kilku miesięcy. W domu moglałbym żyć spokojnie przez parę lat. Nie mogę mieszkac z innymi kotami bez wirusa – strasznie mi przykro, kocham się bawić.

Lola to urocza koteczka. Cichutka, spokojna – jest jak dzieci, które wiedzą, że ich czas na tym świecie może być krótszy niż innych. Tuli się do każdego, wygląda, zagaduje. Czeka na kogoś, kto podaruje mu swoją miłość, kto podaruje jej szansę na życie.
Pomimo iż kocha inne koty powinna zamieszkać w domu sam lub z kiciem FELV+.
Jest zaszczepiona, wysterylizowana,  ma książeczkę zdrowia.
Tel. 506 137 081 Jagoda


 
Umrzeć, tego się nie robi kotu (W. Szymborska) - jest dom:)

Edit: kotki mają dom :)

Gdy wsłuchuję się w głosy na klatce wydaje mi się, że zaraz wrócisz, pogłaszczesz mnie i przytulisz. Będzie tak jak zawsze – usiądziemy na kanapie, obejrzymy coś, będę mógł Ci pomruczeć o tym co dziś się wydarzyło.
Tak bardzo chciałbym, żeby ten czas powrócił. Tak bardzo za Tobą tęsknię…
Twoja rodzina powiedziała, że już nigdy nie przyjdziesz. Powiedzieli, że już nie mogę tu mieszkać, że musimu radzić sobie sami. W moim domu będą mieszkać teraz ONI, dla nas nie ma tam miejsca. Została tam tylko moja miseczka, nasz fotel  i cisza…


Kolorowa MONIA i czarny BAMBI to kilkuletnie kotki którym runął cały świat – zmarł ich ukochany pan. Zostały zupełnie same. Dwa koty w pustym mieszkaniu.  
Jeśli nie zdarzy się cud ich dramat będzie się pogłębiał. Na święta muszą opuścić mieszkanie. I prawdopodobnie zostaną rozdzielone. A są dla siebie teraz całym światem. Przebywają razem i bardzo się kochają od kociństwa. Nawet zasypiając rozglądają się za sobą.
Kotki są wyjątkowe: bardzo miłe,  delikatne,  rodzinne, łagodne , nierozbrykane, lubią się bawić i przytulać. Usiłują wciąż nawiązywać kontakt z opiekunem, chcą być noszone na rękach, siedzieć na kolanach. Ich nagrodą jest ludzki dotyk, mizianie za uszkami. Przytulając się cichutkim terkoczącym mruczankiem przekazują jak bardzo są wdzięczne. Przyjaźnie nastawione do obcych z ciekawością witają gości. Z otoczeniem kontaktują się pomrukując i cichutko pomiaukując.
 Ich ukochane zajęcie to obserwacja świata za oknem, polowanie na muchy i inne latające stwory.
To prawdziwe kanapowce. Kochają dom - to ich całe życie, tylko takie znają. Są zadbane, czyściutkie i bardzo grzeczne: nie drapią mebli i dywanów, choć kochają na nich leżeć. Bezbłędnie kuwetkują.
Kotuszki mogą mieszkać z innymi zwierzakami.
Za pieszczotę i pełną miskę oddają całe swoje serce.
Są odrobaczone, wysterylizowane i zaszczepione.
Kontakt: Ania-514 979 464


 

Zmieniony ( 31.12.2017. )
 
Człowiek zawiódł na całej linii - może będzie lepiej?
Edit: kocik ma dom :)
Nie będę czarował was opowieścią o tym jakim byłem słodkim maleństwem. Widać co się dzieje – kocie dzieci (skromnie dodam – w najpiękniejszym kolorze mojego futra) znajdują domy szybko. Są ‘słodkie’, ‘pusiate’itd…
Też byłem. I co z tego? Kochałem moją Panią. Tak bardzo, że nie wiem czy można bardziej. I co z tego? Straciłem i ją i mój dom. Nie, nie „poszedłem sobie” jak to się mówi. Urodziło się dziecko i nie było już dla mnie czasu. Starałem się. Naprawdę bardzo się starałem dopasować. Nie przeszkadzać. Tulić się, mruczeć, być grzecznym. A i tak wylądowałem na podwórku.
Tu jest tak zimno. Wiecie, ja dotąd drzemałem przy grzejniku. Nie mam zimowego futra. Ja nawet nie lubiłem siedzieć na oknie! Błagałem o pomoc.
W pewnej chwili zacząłem myśleć, że może jakoś się ułoży–pani zaczęła mnie karmić, wpuściła na balkon. Kiełkowała we mnie nadzieja … Nawet ją polubiłem, zaufałem, pozwoliłem sobie na mruczanki na kolanach...
Tylko, że zaniosła mnie do lecznicy. Powiedziała, że przeszkadzam jej i sąsiadom. Że mnie nie odbierze i mogą mnie sobie uśpić…
Powiedzcie, ale tak szczerze: co ja mogę teraz myśleć o człowieku?
 
Garfield jest ogroooomnym, pięknym, kilkuletnim  kocurem. Taki kot „dwa w jednym”. Został przyniesiony do lecznicy a pani oświadczyła, że przychodzić do niej nie może i można go uśpić. Kotek bardzo źle znosi zamknięcie. Jest bardzo duży, więc lecznicowa klatka jest bardzo niewygodna. Leży w klatce, nie mając ochoty nawet podnieść głowy. Zrozpaczony kot którego człowiek zawiódł na całej linii :(
Szuka pilnie domu – najlepiej wychodzącego lub po prostu miejsca „przy domu” gdzie mógłby sobie spokojnie żyć, przytulić się czasem, pomruczeć w zamian za pełną miskę.
Kotek jest już po przeglądzie weterynaryjnym, odrobaczony, wykastrowany. Testy FElV/FIV ujemne.

Kto przywróci Garfieldowi wiarę w człowieka?
Tel. 504 572 006 Paulina (proszę dzwonić po 16)

Zmieniony ( 09.12.2017. )
 
Clio z uszkodzonym błotnikiem - happy end :)

Edit 28.10 Clio melduje,że błotnik wyklepany :)  Dziękuje wszystkim dobrym ludzkikom za pieniążki na operację. Dziś po raz pierwszy mógł wyjść z klatki - nie wiecie jakie to uczucie patrzeć na kicia który może pobiegać po tak długim zamknieciu. Teraz to już na poważnie zaczyna rozglądać się za domkiem. Najlepszym na świecie to to bardzo dzielny i cieprpliwy kocik jest :)

20.10
Halo, internecie ktoś mnie słyszy? wiecie, mam już dość tej klatki. Czasem myślę, że już nie wytrzymam - inne kotki biegają i skaczą. A ja?
Kiedy wyciągnięto mnie z tego auta strasznie mnie bolało. Nie mogłem się ruszyć - starałem się być dzielny ale trząsłem się jak galaretka. I ta moja biedna łapka :(
Potem operacja, dużo kotów w szpitalu. Wszyscy mówili, że jestem dzielny, bo mruczałem nawet przy zmianie opatrunku. Ale wiecie, ja po prostu przekonywałem sam siebie - będzie dobrze, auuu, będzie dobrze (oj jak boli:(
Trafiłem do miłej Pani - przychodzi tu dużo ludzi, wszyscy są dla mnie tacy dobrzy. Ale na początku tylko leżałem. Nawet dę o miseczki nie mogłem podejść tak mnie bolało. Teraz już nawet sobie trochę skaczę (tylko sza, to taka tajemica bo pan doktor zabronił) Ale te piłeczki ode mnie uciekają i ja nie mogę ;) Uśmiecham się do każdego,bo wiecie, ja chciałbym już mieć dom.
I kiedy zostaję sam, w nocy to czasem trochę płaczę (tak niedużo, bo przecież jestem dzielny)- bo co będzie jeśli nikt mnie nie zechce?


Piękny pastelowy Clio (ok 12 tyg) z nieco uszkodzonym lewym tylnym błotnikiem (ale to się wyklepie i będzie zupełnie jak nowy!) Egzemplarz zupełnie wyjątkowy! Ciekawy otoczenia i spragniony obecności człowieka oraz jego ciepłych kolan i dłoni.

Potrzebuje pieniążków na pokrycie kosztów operacji zespolenia kości (oraz czekającej go 26 października kontroli i operacji wyjecia stabilizatora)
Można je wpłacać na Bank: BOŚ SA O. w Bialymstoku
Nr konta: 87 1540 1216 2054 4458 2306 0001

Z dopiskiem - darowizna na leczenie Clio

Baaardzo potrzebuje kochającego domu - to uroczy kotek który przez pewien czas będzie jeszcze pewnie trochę utykał ale jest szansa na całkowite wyleczenie.
Można go poznać i pokochać w sklepie Wesoły Kotek, ul. Mickiewicza 15A
tel. 609 437 513, Ala

Zmieniony ( 01.12.2017. )
 
Zawalił się dom, zawalił się świat - nowy początek :)

Edit:kićki pojechały do super domku :)

Wiem, że mamy pewnie niewielkie szanse, w końcu spotkało nas już tak wiele złego, że trudno nam wierzyć w lepszy los. Mieszkaliśmy z naszą Panią. Bywało różnie – czasem chłodno, czasem głodno. Nasza Pani była bardzo biedna – bywało, że w kuchni zamarzała woda. Ale mieliśmy ją a ona nas – mówiła, że jesteśmy jej jedynym skarbem. A potem – potem przyszła straszna burza. Wiało, grzmiało, stara chata aż jęczała pod naporem wiatru. Nagle usłyszeliśmy straszny huk, posypały się deski, dach zaczął obsuwać się w dół.
Nasza Pani chwyciła się za serce i osunęła na podłogę. Prosiliśmy – wstań, uciekajmy! ale nie wstała, nawet nie otworzyła oczu. Kiedy wszystko ucichło naszą Panią zabrano. A my zostaliśmy sami  - przerażeni, samotni i coraz bardziej głodni. Tęsknimy za nią strasznie. Powiedzcie proszę, że wróci i wszystko będzie jak dawniej…

Niestety, pani nie wróci do swoich kotów. Zmarła na zawał po tym jak w czasie burzy zawaliła się część domu. A one siedzą, tęsknią, wyglądają. Idzie zima.
Może przemówią komuś do serca? Dwa młode koty – kocurek i kotka, ok roczne, wysterylizowane/wykastrowane. Miłe, przytulne i zupełnie niewybredne. Marzą, żeby zamieszkać gdzieś razem. Chętnie będą pracować na swoje utrzymanie – żęby tylko znalazł się dom, który przygarnie je razem. Już tak wiele straciły, nie chcą stracić siebie :(
Tel. 504 572 006, Paulina (po 16) lub 85 6510933 Maria



Zmieniony ( 01.12.2017. )
 
Akcja "puknij w auto" ;)

Myślę, że czas na akcję "puknij w auto"
I nie chodzi o to, że dostaniemy dotację od blacharni i lakierni samochodowych jak to napiszę :) (choć miło by było...)
Robi się coraz zimniej, koty łaskawszym okiem patrzą na ... nasze auta.
Dotąd wyjące potwory - teraz stają się źródłem ciepła. Grzeją się na maskach, włażą na nadkola, w okolice silnika. Jeśli zasną zbyt mocno mogą się nie obudzić - zginą na drodze lub zmasakrowane przez mechanizmy pod maską.
Tak więc kochani kierowcy - zanim uruchomicie silnik - puknijcie swoje auto ;) Ze 3 razy w maskę, drobne kopnięcie w oponę. Zapewne po kilku dniach będziecie mieć sporą widownię wśród sąsiadów ale co tam - przynajmniej nie skrzywdzicie żadnego zwierza...
Spójrzcie na małych mechaników z tego tygodnia - mogły zginąć gdyby ktoś nie zauważył, że ukryły się pod maską...

 
Etna - drżący kociak


Etna to małe kocie dziecko. Dziecko, które cały czas drży. W badaniach nie znaleziono nic niepokojącego – możliwe, że przyczyna tkwi w psychice. Mała uspokaja się, kiedy może się do kogoś przytulić – do kota, psa, człowieka. Kto ulituję się nad maluchem? Ona bardzo potrzebuje kogoś do tulenia…
Tel. 506 137 081 Jagoda

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»