Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili...
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Z ostatniej chwili...
Uczniowie SP nr 2 wspierają bezdomne koty

Dziękujemy uczniom ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Białymstoku, którzy pod opieką p. Ewy Kosińskiej zorganizowały zbiórkę karmy dla bezdomnych kotków.

Dzięki niej kotkom łatwiej będzie przetrwać zimę.

Zmieniony ( 10.11.2011. )
 
Poparzony Bursztynek czeka na pomoc

"Mam na imię Bursztynek (moja pani mówiła, że mam urzekające bursztynowe oczy, którymi mogę po prostu zaczarować). Moja pani bardzo mnie kochała – dostawałem pyszne jedzonko, miałem mnóstwo zabawek. Mogłem brykać w ogródku – polować na muchy, przynosić pani świerszcze jako dowód miłości (nie wiem zupełnie czemu się jej nie podobało) i obserwować ptaki. Szczególnie lubiłem przemykać na sąsiednie podwórko – było tam dużo gołębi. Patrzyłem na nie zachwycony – chciałem się z nimi bawić, były takie śmieszne. Niestety ich pan bardzo mnie nie lubił. Ganiał, machał rękami, czasami czymś we mnie rzucał. A ja nie robiłem przecież nic złego – chciałem tylko popatrzeć. Nie mógłbym zrobić im krzywdy – początkowo były przecież większe ode mnie. No dobra – czasami udawałem że na nie poluję, ale były takie sprytne, że zawsze wychodziłem na ostatnią sierotę.

Im stawałem się większy tym bardziej pan mi groził. Krzyczał okropnie, że nie życzy sobie, żeby zapchlone sierściuchy przychodziły na jego podwórko. Nie wiedziałem, że mówi poważnie – wszyscy dookoła przecież mnie kochali – głaskali po łebku i zachwycali się jaki jestem śliczny.

Pewnego dnia poszedłem jak zwykle pooglądać ptaki. Zapatrzyłem się jak fruwały. Nie zauważyłem, że ich pan podszedł blisko. Nagle poczułem straszny ból na grzbiecie-coś paliło mnie żywym ogniem. Chciałem uciec, schować się, zrobić coś, cokolwiek, żeby tylko przestało boleć. Biegłem przed siebie na oślep, w końcu straciłem przytomność.

 

Obudziłem się przy jakiś blokach, leżałem cały obolały, nie miałem siły nawet podnieść łebka. Stały nade mną jakieś panie – spojrzałem z nadzieją – może to moja pani? Ona na pewno zrobi coś, żeby przestało boleć… Niestety – kobiety patrzyły z troską, kiwały głowami – „chyba nic z niego nie będzie, zobacz jakie ma straszne rany. Może zaniesiemy go uśpić”

Nie! Chciałem zawołać. Boli mnie strasznie. Ale przecież mam dopiero pół roku. Tyle jeszcze chciałbym zobaczyć, tyle mogę przeżyć.”

Bursztynek trafił na wspaniałą p. Bożenkę, która postanowiła uratować go pomimo straszliwych ran. Otoczony troskliwą opieką powoli odzyskuje siły. Codziennie w lecznicy ma opatrywane, oczyszczane i dezynfekowane rany. Pani Bożenka niestety sama jest w tragicznej sytuacji – w dwóch pokojach oprócz rodziny mieszkają jeszcze 2 duże psy i 2 koty. Bursztynek oprócz wsparcia finansowego potrzebuje też czegoś jeszcze – prawdziwego, kochającego domu. Dlatego apelujemy – może Bursztynek poruszy czyjeś serce? To wspaniały, ufny kotek. Będzie wspaniałym przyjacielem – może już nie takim pięknym jak dotąd, ale przecież o wiele ważniejsze jest kochające kocie serduszko bijące pod zmaltretowanym futerkiem.

12 października 2011

Dzięki pomocy dobrych ludzi Bursztynek już prawie doszedł do siebie. Obecnie najbardziej potrzebuje kochającego domu... Pozdrawia wszystkich ludzi wielkiego serca ;)

 

05 listopada 2011

Bursztynek pięknieje coraz bardziej. Jest mega cierpliwym i kochanym kotkiem. Rana na pleckach już prawie się zagoiła, miejsca zagojone porastają futerkiem (nie będzie więc łysolkiem ;) 

Baaaaardzo czeka na kogoś kto go pokocha...

 

Pomoc finansowa dla Bursztynka:

Nasze konto: 87 1540 1216 2054 4458 2306 0001
BOŚ SA, Oddział w Białymstoku

Tytułem: darowizna na leczenie i opiekę nad kotami - dla Bursztynka

Zmieniony ( 15.11.2011. )
 
Nasz Pan odchodzi. Co z nami będzie?

Nazywam się Bandzior (wiem,wiem dziwne imię, mój pan mówi, że to z przekory - nigdy przecież nikogo nie drasnąłem nawet pazurkiem) Jestem już starym kotem – mam 10 lat, od zawsze mieszkam z moim panem i koleżankami – Manią, Karolinką i Dosią. Mój pan jest dobrym człowiekiem, byliśmy razem bardzo szczęśliwi…Nasz czas się kończy. Nasz Pan jest chory. W tamtym roku jacyś ludzie zabrali go na długo. Było tak pusto i cicho. Chciałem tylko, żeby wrócił. Prosiłem wszystkie kocie anioły, żeby tylko wrócił. Obiecywałem, że będę najgrzeczniejszym kotem na świecie. Tak strasznie tęskniliśmy…Wrócił, wprawdzie bez nogi ale przecież to był ten sam nasz kochany pan. Był smutnym ale mieliśmy siebie..

Ostatnio przychodzą jacyś ludzie – mówią, że niedługo trzeba będzie jechać. Że tam mu będzie lepiej. Pan nie chce – pyta co będzie z nami. Ale wiem, że w końcu nie będzie wyboru, nie będzie Pana, naszego domu, nie będzie nic… Ja chyba wtedy położę się kąciku i po prostu umrę. Ale co będzie z Manią, Dosią i Karolinką? One są jeszcze młode, ale boją się obcych ludzi.

Bandzior to jeden z 4 kotków mieszkających u ciężko chorego Pana. Bandzior ma już 10 lat – ale cudowny charakter – to spokojny, zrównoważony, wielki kocur z „sercem na łapie” Kiedy się go odwiedza łasi się i „oprowadza” po domu jakby chciał pokazać swoje szczęście nie wiedząc, że niedługo się skończy. Razem z nim mieszkają 3 koteczki – nieufne wobec obcych, ale czyściutkie, wysterylizowane, wychowane w mieszkaniu. Jeśli nie znajdą domów cała czwórka w październiku wyląduje na ulicy. Domowe koty, które nie umieją sobie poradzić. Przyjdzie zima. Czy mają jakiekolwiek szanse?

14 października

Kotek Bandzior i jedna z jego koleżanek znalazły wspaniały dom :) Dwie pozostałe koteczki czekają...

Jeśli chciałbyś pomóc – zadzwoń – 692 567 797, Kasia

Zmieniony ( 15.10.2011. )
 
8-9.10.2011 - Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych w Białymstoku

Wszystkich kociolubów zapraszamy do odwiedzenia IX i X Międzynarodowej Wystawy Kotów Rasowych, która odbędzie się w Białymstoku w dniach 8-9 października 2011 roku (sobota - niedziela).

Podczas wystawy będzie można podziwiać kocie piękności, nabyć profesjonalne akcesoria i karmy dla kotów. To również doskonała okazja do tego, aby "na żywo" zobaczyć kotkowo.pl - nasi wolontariusze chętnie udzielą wszelkich rad dotyczących opieki nad kotami.

Wystawa odbędzie się w hali sportowej Uniwersyetu w Białymstoku, przy ul. Świerkowej 20a. 

Wszystkich chętnych zapraszamy w sobotę i w niedzielę od godz. 10.00 do 17.00

Więcej informacji o wystawie: ulotka informacyjna (PDF)

 

 


 

Zmieniony ( 14.11.2011. )
 
Karma - prezent dla podopiecznych

Koty znajdujące się pod naszą opieką otrzymały prezent od firmy MIR-BEST Maszyny Drogowo-Budowlane.

Dziękujemy!

 


 

Zmieniony ( 04.08.2011. )
 
Tofik prosi o pomoc

Mam na imię Tofik. Jestem pięknym, dużym kotem. Wszyscy koledzy z podwórka czuli przede mną respekt – potrafiłem tak pacnąć łapą, że nikt mi nie podskoczył. Zawsze też byłem romantykiem – spotykałem się z kilkoma pięknymi kocicami. Tego wieczoru szedłem do ślicznej Mureczki kilka ulic dalej. Wyczyściłem futerko, nastroszyłem wąsy. Marząc o Mureczce nie zauważyłem w porę wielkiego psa, który wypadł z sąsiedniej ulicy. Zaatakował mnie a ja rzuciłem się do ucieczki – na oślep, przez krzaki, płoty i podwórka. Uciekłem mu – ale moja łapka utknęła w płocie. Byłem przerażony – próbowałem się uwolnić - wiłem się, szarpałem, miauczałem rozpaczliwie. Ochrypłem całkiem i strasznie mnie bolało. Nie wiem jak długo wisiałem na płocie – myślę, że strasznie długo. Nie do końca wierzyłem, że ktoś mnie uratuje – ludzie, zgodnie ze swoim dziwnym zwyczajem śpią w nocy. Chwilami traciłem już przytomność.

Kiedy się ocknąłem jakiś dwóch ludzi próbowało mnie uwolnić. Zacząłem się szarpać, wyć i syczeć – strasznie mnie bolało. Dostałem zastrzyk – wszystko stało się obojętne. Rozkręcili kawałek płotu, zamknęli mnie w pudełku i zawieźli do lecznicy.

Rano obudziłem się w klatce z drutami w łapce – byłem przerażony, obolały i strasznie smutny. Tak strasznie chciałem wrócić do domu. Ach, gdybym tylko nie utknął w tym płocie…Przez dwa dni głównie spałem – chciałem zapomnieć. Ale coś złego zaczęło dziać się z ranną łapką – pan doktor powiedział, że trzeba ją amputować. Jak to? Jak ja będę wyglądał bez łapy? Czy moi państwo będą mnie jeszcze chcieli? Jak pokażę się kolegom i pięknej Mureczce?

Tofik miał „szczęście w nieszczęściu” - nie umarł zawieszony na płocie - w środku nocy dwóch wspaniałych ludzi uwolniło go i zawiozło do lecznicy. Niestety – pomimo złożenia złamanej łapki okazało się, że jest zbyt uszkodzona – wdała się martwica, łapkę trzeba było amputować. Znaleźli się ludzie, którzy zajęli się Tofikiem – widok samotnego kotka tak chwycił ich za serce że nie chcieli, żeby siedział sam w klatce w lecznicy. Do kciuków aby rana się ładnie zagoiła i pełni szczęścia potrzebne są też jednak pieniążki na pokrycie długu – dwóch operacji i hospitalizacji.

Wpłaty można kierować na konto:

Nasze konto: 87 1540 1216 2054 4458 2306 0001

BOŚ SA, Oddział w Białymstoku

Tytułem: darowizna na leczenie Tofika

 

 
6-25 czerwca - w białostockim Schronisku dla Zwierząt pies za 1 zł

Akcja bez „Akcji” - „Jesteś przyjacielem Reksa?”

Dla prawdziwych miłośników psów!

Bez smyczy, obroży, karmy i innych bonusów!

Przyjdź, wybierz pupila i daj mu ciepły dom, a odwzajemni Ci się wiernością i miłością!

W dniach 06.06 – 25.06.2011 w Schronisku dla Zwierząt w Białymstoku można zaopiekować się psem za 1 zł.

Więcej informacji na stronie internetowej: www.schronisko.bialystok.pl

Zmieniony ( 08.06.2011. )
 
Kida - nie mam oczka, ale jest kochana :)

Mam na imię Kida. Mam prawie 7 miesięcy. Kiedy się urodziłam byłam rozkoszną kuleczką. Moje rodzeństwo pojechało do innych domów – mnie jakoś nikt nie chciał – byłam zawsze taka malutka i drobna. Potem zaczęłam chorować. Bolał mnie brzuszek, zlepiały mi się oczki. Moi Państwo nie mieli cierpliwości, żeby mnie leczyć. Mama prosiła, żebym była grzeczna, żebym się nie bawiła, żebym ich nie denerwowała. Pani mówiła czasami – „z tym kociakiem same problemy, trzeba się go jakoś pozbyć”.  A ja naprawdę byłam grzeczna – nie psociłam, słodko mruczałam, zawsze korzystałam z kuwetki.

Pewnego dnia Pan był w wyjątkowo złym humorze – starałam się zaszyć w jakimś kąciku i przeczekać.  Niestety i tak mnie zauważył. Złapał za kark, zamknął w pudełku i wyniósł. Byłam przerażona - nigdy nie nocowałam na podwórku - było takie obce i straszne. I było okropnie zimno. Rozpaczliwie wołałam mamę. Potem zaszyłam się w kąciku i nie śmiałam odezwać.  Dni mijały, traciłam siły i było mi tak strasznie smutno. Właściwie cały czas spałam żeby nie słyszeć burczenia w brzuszku.

W końcu ktoś otworzył pudełko. Wtedy nie miałam już siły nawet podnieść łebka. Pani powiedziała – „trzeba ją uśpić, nic już niej nie będzie” Chciałam protestować, ale nawet na to nie miałam siły. W lecznicy ktoś czule pogłaskał mnie po futerku – „naprawdę chce Pani ją uśpić?” Pani powiedziała, że nie ma ochoty zajmować się mną, nie mogła mnie jednak zostawić na ulicy. Pani doktor pomyślała, poszperała w komputerze, zaczęła gdzieś dzwonić.

Tak trafiłam do mojej rodziny zastępczej. Mam kolegę – dużego przystojnego kota. Nauczył mnie wielu fajnych rzeczy. I dwoje dużych, którzy są dla mnie bardzo dobrzy, ale też bardzo  się o mnie martwią. Wiem, że bardzo mnie lubią, ale nie mogę u nich zastać na zawsze. Dlatego ja też bardzo się martwię - bo  często boli mnie brzuszek. Bo nie mam oczka. Trzeba było je usunąć. Tak strasznie płakałam, kiedy się o tym dowiedziałam. Martwię  się, że nikt nie mnie nie zechce – tyle jest ślicznych, malutkich, zdrowych kociaczków. Kto by chciał mnie – jednooką kicię, która nie ma w życiu szczęścia?

Mała Kida przebywa obecnie w domu tymczasowym. Jest na diecie ze względu na powtarzające się raz na jakiś czas problemy z wchłanianiem. Nie ma też oczka – ze względu na chorobę w kociństwie i uszkodzenia trzeba było je usunąć. Chciałaby, żeby ktoś pokochał ją taką jaką jest – słodką, mruczącą domową kicią nie patrząc na to, że nie jest najpiękniejszym kotkiem świata. Kogoś mądrego, kto wie,  że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”


Kida w końcu znalazła kochający dom :D

Kida przed operacją:

Kida po operacji:

Zmieniony ( 02.11.2011. )
 
««  start « poprz. 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 nast.  » koniec »»