Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Pozdrowienia z nowych domów
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Pozdrowienia z nowych domów
Carlos wchodzi do Internetu

Witam wszystkich Kotkowiczów!

Właśnie mija miesiąc jak pod mój dach trafił niepozornie wyglądający Kocurek tygrysek.

Ale pozory mylą – Carlos Mruczysław  już po paru dniach pobytu udowodnił, iż niezłe z niego ziółko. Rozrabiaka z niego niesamowita, ale to nadal mały kotek, który wszelkie poczynione przez siebie szkody rekompensuje wieczornym przytulaniem się i mruczankami.  Cieszę się bardzo że jest ze mną.

Poniżej przesyłam parę fotek Carlosa i chyba już nic więcej nie muszę dodawać.

Pozdrawiam wszystkich - Ewa

Dziękujemy i również pozdrawiamy. Ciekawe tylko czego on szuka w tym Internecie... Laughing 

 
Gutek (Korek) pozdrawia Sylwię i Bogdana

Dzień dobry! tu pozdrawia Gucio Smile

Gucio ma sie dobrze, dużo je i buszuje w nocy. Całkowicie się zadomowił. Na początku jak przyjechaliśmy nie chciał jeść i bał się trochę, ale następnego dnia zaczął już sam wchodził na ręce. Jest jeszcze trochę nieśmiały.

Dziś już zdążył zbić bombkę, mały rozrabiaka Cool

Dziękujemy za pozdrowienia!

Mamy nadzieję, że Gucio wkrótce zrezygnuje z zabaw bombkami, a przynajmniej pozostanie tylko przy tych choinkowych Wink

Zmieniony ( 13.01.2009. )
 
Ech, kocie życie...

Witam wszystkich kotkowiczów!

Jestem Korek, Duża śmieje się, że jestem import. Urodziłem się na Warszawskich Powązkach z dziko żyjących rodziców. Złapano mnie (hihihihi... niech tak myślą Tongue out)podczas akcji łapania jakiegoś puchatego kota. Zatkałem w lecznicy i na "tymczasie" ostatnie wolne miejsce dla puchatków, dlatego nazwano mnie KOREK. Ważyłem mniej niż kilogram - dlatego zostałem w lecznicy ponad miesiąc. Mieszkałem w klatce wielkości metr na metr. Duża chciała dokocić mną Lucka (tego od p. Małgosi i p. Tereski) ale Lucjusz dał w długą zanim przyjechałem (słyszałem tylko, że Duża coś mu tam tylko zdążyła wyciąć...) Miało być nas dwa koty, a znowu zostałem sam jeden... Ech życie...Ale po tygodniu przyjechało "takie coś". Takie coś, czyli Gutek, kot od p. Małgosi, podobno na tymczas. Wiecie: żadnego życia wewnętrznego, żadnego zewnętrznego, nawet na pchły nie ma jak zapolować... Ech życie...

Ale okazało się, że jednak w Gutku wynaleziono jakieś formy życia... Duzi ludzie nazwali to wirusy... Może jednak będzie na co polować? Cool

Niestety, te wirusy zaszkodziły Guciakowi, leżał mocno gorący, nie miał ochoty nawet na pogryzienie się, NAWET JEŚć NIE CHCIAŁ.

Duża podawała Mu jakieś świństwa do pyszczka, budziła Go co godzinę... we dnie nawet co 15 minut... nie wie, że chory kot potrzebuje sie wyspać? Biedak nawet nie protestował. Czasami wylizywałem go, bronił się nieśmiało tylko przy uszkach, podsuwałem myszki pod sam nosek... nic nie działało. Cry

Ale nareszcie wytłukli te wirusy, mnie nawet nie poprosili o pomoc. Gutek już je, zaczyna się ze mną bawić, wiem już, że zostaje na stałe. Laughing

Jak tylko Gutek całkiem dojdzie do siebie, damy popalić Dużej za te wszystkie męczarnie Gutka... A może tylko poliżemy ją po twarzy? W końcu to też dzięki niej jest nas dwa wspaniałe koty... Tylko Lucka nie ma  Frown

Ech kocie zycie...

P. S. Przesyłam pozdrowienia od Guciaczka z nowego domku, sam jest jeszcze dość słabiutki i narazie nie może jeszcze pisać.
 
 
 
Zmieniony ( 03.01.2009. )
 
Pozdrowienia od Miałczyńskiego

Witamy!

Miałczyński jest u nas od 15 czerwca. Jego charakterek nic sie nie zmienił od tamtego czasu. Jest takim samym psotnikiem, co za "młodu" :)

Choć ma straaasznie odstające i wielkie uszy, za długi ogon, jest najbardziej bezczelnym (do dziś budzi mnie o 4 rano, bo chce jeść, albo się bawić), najbardziej rozrabiającym kotem jakiego znam, nie oddalibyśmy Go za żadne skarby. Jego poranne mruczanki i miłość jaką nam okazuje wszystko wynagradza.

A swoje imię zawdzięcza bohaterowi filmów M. Koterskiego, bo tak jak Adaś Miauczyński, naszemu kotkowi nic się nie udawało i był tak słodko nieporadny:)

Oczywiście nie muszę dodawać, że je na potęgę, ale stara się nie wybrzydzać, w sumie dostaje to, co najlepsze :) Chociaż zawsze się obraża, kiedy dostaje jedzenie dla kociąt, bo przecież On już jest taki 

dorosły...:)

Przesyłam kilka jego zdjęć.

Na pierwszym śpi sobie maluszek (3 dzień u nas) a na drugim się obudził...

Na trzecim jego kryjówka przed odkurzaczem, a na czwartym u mnie na kolanach – niedługo po kastracji.

Pozdrawiamy,

Alicja, Tomek i Miałczyński vel Miałczyk

 

 

 
Pszczółka pozdrawia Sylwię
Pszczółka to jedna z niesłyszących kotek, która znalazła swój kochający dom aż w Warszawie.
Jak piszą jej obecni opiekunowie: "Kotka jest strasznie urocza i przymilna, bardzo energiczna i cały czas sie bawi. Wprawdzie trzeba na nią cały czas uważać bo ta energia może być dość niszcząca, ale nic nie zbroiła póki co. Bardzo się polubiły jednak z naszą starszą kotką, większa wręcz ją teraz pielęgnuje.
Kotka jest już zdrowa, zakraplamy jej uszy, ale wszystko i tak wygląda coraz lepiej. Żarłok jest z niej ciągle straszny, jeżeli dostanie więcej jedzenia to sobie nie zostawi ale będzie upychać ile wlezie. Je tylko mokre, całe szczęście nie wybrzydza jak nasza większa kotka. Problem mamy teraz taki ze mała je tylko mokre a większa tylko suche, wiec nie mamy jednakowego jedzenia dla obu. Dzwoneczek to jednak był bardzo dobry pomysł bo lubi wszędzie włazić i nigdy nas nie słyszy.”

Dziękujemy i również pozdrawiamy!
 
 

Zmieniony ( 09.12.2008. )
 
««  start « poprz. 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 271 - 280 z 292