Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili... arrow Obcięli jej uszy, przypalili wąsy...happy end :)
Advertisement
Advertisement
Advertisement
Obcięli jej uszy, przypalili wąsy...happy end :)

Kiedyś miałam dom. Byłam maleńką puchatą kuleczką i wszyscy mówili, że jestem rozkoszna. Dzieci tuliły mnie, pani głaskała po główce i karmiła pysznym jedzonkiem. Rosłam, bawiłam się, byłam najszczęśliwszym kotkiem świata. Pewnego dnia moja rodzina zaczęła się pakować, wszyscy byli podekscytowani i radośni. Mieli jechać na wakacje...

Zapakowali mnie do mojego koszyczka - bardzo się ucieszyłam, że zobaczę coś nowego, może poznam jakieś nowe koty? Jechaliśmy, a ja wyglądałam przez okno oglądając świat. Zatrzymaliśmy się na parkingu - odeszliśmy kawałek od drogi. Pani powiedziała - "o! jest tu jakiś bar to nie zginie z głodu". Postawiła mnie na ziemi. Odbiegłam kawałek za jakimś motylkiem i nawet nie zauważyłam, że wsiedli do samochodu. Beze mnie!!!

Zmroziło mnie - biegłam za odjeżdżającym autem miaucząc, żeby na mnie poczekali. Nie miałam jednak szans ich dogonić.

Zostałam całkiem sama. To było straszne. Najpierw siedziałam tam gdzie mnie zostawili - przecież na pewno po mnie wrócą... Po kilku dniach byłam już tak głodna, że musiałam poszukać czegoś do jedzenia. Ale nie było tu moich miseczek, nie było nic pysznego, czasem ktoś z baru rzucił jakieś resztki. Bardzo schudłam, moje futerko zmatowiało, nie miałam już siły na zabawę. Siedziałam tylko przy drodze mając ciągle nadzieję...

Pewnego dnia przyjechali jacyś chłopcy, zawołali mnie, dali  mi kiełbasy. Myślałam, że chcą mi pomóc. Wolę jednak zapomnieć o tym co mi zrobili.

Obcięli mi uszki, przypalili wąsy, przypalali futerko. Boję się myśleć co by było gdyby nie udało mi się uciec. Odtąd nie zbliżałam się do nikogo...


Kicia Uchatka została znaleziona na parkingu w pobliżu Korycina. Młoda, przemiła koteczka z kikutami uszu, skrajnie wychudzona - waży zaledwie 1,5 kg.

Została przewieziona do lecznicy na ul. Sikorskiego 6a w Białymstoku, gdzie powoli dochodzi do siebie. Pomimo strasznych doświadczeń jest ufną, mruczącą kicią.

Jej historia uczy, że ogólnie przekonanie w to, że "kot sobie poradzi" nie jest prawdą. Kotki wychowane w domu nie radzą sobie na podwórku. Pozostawienie ich samym sobie jest dla nich często wyrokiem śmierci.

Kotka Uszatka przeszła skomplikowaną operację - na skutek urazu miała pękniętą przeponę. Dzięki łańcuszkowi ludzi dobrej woli, szeregowi konsultacji, wspaniałemu zespołowi lekarzy z lecznicy Zwierzak oraz  pani dr Renacie z lecznicy na ul Sikorskiego , która zapewniła jej schronienie powoli doszła do siebie.

16 listopada natomiast  znalazła kochający dom.

Bądź szczęśliwa Uszatko.Jesteś dzielnym kotem :)

Zmieniony ( 26.11.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »